Razem na dobre i na złe
Artykuł dodany przez:
Mały budynek stojący na ustroniu całego kompleksu, cisza na korytarzach i w sterylnych salach zabiegowych - tak w skrócie można opisać Stację Dializ w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie. Ale pod pozorami spokoju praca tu wre - tylko przez zaledwie 4 godziny na dobę pracownicy i sprzęt odpoczywają. Przez pozostałe 20 godzin prowadzi się tu leczenie nerko-zastępcze.
W służbie nerki
Jest godzina 3.30 w nocy, do świtu
jeszcze bardzo daleko. Tymczasem w Stacji Dializ już zaczyna się ruch
- po salach uwija się pierwsza zmiana pielęgniarek. Muszą
wysterylizować aparaty i podłączyć wszystko, nim pojawią się pierwsi
pacjenci. Ci przywożeni są dopiero około godziny 5 rano. Dojeżdżają
nie tylko z Koszalina, ale z terenu całego województwa.
Szpital Wojewódzki gwarantuje wszystkim transport w obie strony.
Za oknami wciąż jest jeszcze ciemno, gdy do sztucznej nerki podłączany
jest pierwszy chory. To siedemdziesięcioletni Zefiryn
Szymczak. Stację Dializ odwiedza regularnie od 3 lat.
- Jedyną niedogodnością jest to, że w ogóle muszę to robić.
Poza tym - wszystko inne mogę już tylko chwalić: i lekarze,
i pielęgniarki i cały oddział stoją na naprawdę wysokim poziomie
- przyznaje chory. - W tej ciężkiej sytuacji, w jakiej znajduję
się ja - ale też i inni pacjenci - stworzono nam tu naprawdę świetne
warunki.
Rzeczywiście - sale, na których odbywają się zabiegi
są nie tylko czyste, ale też wyglądają schludnie i przytulnie.
Maszyny chodzą właściwie bezszelestnie i pacjenci często śpią podczas
zabiegu. Nad chorymi cały czas czuwają specjaliści, więc każdy skok
ciśnienia czy pojawienie się skurczów są natychmiast łagodzone.
Na oddziale panuje niemal familijna atmosfera. W końcu - wszyscy
się tu znają. I to od lat. - Jesteśmy specyficznym oddziałem
- potwierdza Ewa Ziemecka, pielęgniarka oddziałowa.
- Niektórzy nasi chorzy są z nami od samego początku istnienia,
czyli od końca 1986 roku. Proszę sobie wyobrazić: spotkania po 3 razy
w tygodniu, bez względu na dzień tygodnia, święta, porę roku.
My zawsze pracujemy, a chorzy wciąż tu przyjeżdżają. I my mamy swoje
lepsze i gorsze dni i to samo dotyczy naszych pacjentów. Gdy któraś
z pielęgniarek idzie na urlop, zawsze pojawi się ktoś, kto chce
wiedzieć, kiedy "jego siostra" wróci. Znamy się tu wszyscy
z imienia, znamy swoje charaktery, rozpoznajemy nastroje. Ta zażyłość
sprawia, że można nas uznać za swego rodzaju rodzinę. Taką specyficzną,
ale rodzinę
- dodaje z uśmiechem oddziałowa.
Choroba przebiega skrycie
Stacja Dializ ma swój własny uzdatniacz wody, który preparuje niezwykle czystą wodę niezbędną do zabiegów.
Chorzy przebywający na oddziale cały czas otoczeni są fachową opieką zespołu lekarskiego.
Stacja Dializ pracuje w Szpitalu Wojewódzkim od 1986 roku.
Obowiązki kierownika pełnił doktor Olech Mazur;
od 1994 roku jest on ordynatorem oddziału. Obecnie pod opieką oddziału
jest 79 pacjentów. Nerki spełniają 3 ważne funkcje: wydalniczą,
wewnątrzwydzielniczą i regulującą gospodarką kwasowo-zasadową oraz
wodno-elektrolitową. Zasadniczym zadaniem nerki jest oczyszczanie
i filtracja krwi ze szkodliwych substancji, które następnie są usuwane
z organizmu w postaci moczu. Niewydolność nerek niestety przez długi
czas łatwo przeoczyć, choć zmiany chorobowe występują nie tylko
w nerkach, ale i w innych tkankach i narządach - takich jak serce, wątroba, przewód
pokarmowy. Bezobjawowo przebiega na przykład przewlekłe
cewkowo-śródmiąższowe zapalenie nerek. Dopiero w późniejszym czasie
pojawia się nadciśnienie, osłabienie związane z niedokrwistością
i upośledzenie czynności nerek. Także większość kłębuszkowych zapaleń
nerki przebiega skrycie, a choroba może trwać nawet latami bez żadnych
dolegliwości. To, co powinno zwrócić naszą uwagę, to wzmożone pragnienie,
nocne oddawanie moczu, brak apetytu, nudności, wymioty, ogólne osłabienie
i bóle głowy. Uszkodzenie nerek często występuje u chorych z cukrzycą,
chorobami tkanki łącznej (takich jak na przykład toczeń i reumatoidalne
zapalenie stawów), przewlekłymi stanami zapalnymi (gruźlica, zapalenie
kości), wieloletnim nadciśnieniem tętniczym, nawracającą kamicą dróg
moczowych. Chorzy z niewydolnością nerek leczeni są poprzez dializowanie
i transplantację organu. W koszalińskiej Stacji Dializ przeprowadza się
dializoterapię, a dokładniej: hemodializę i dializę otrzewnową.
"Płukanie" krwi
Pierwsza z nich, dominująca na całym
świecie, polega na oczyszczaniu ustroju z toksyn mocznicowych na zewnątrz
organizmu pacjenta. - Wykorzystuje się tu zjawisko dializy, które
polega na przenikaniu niektórych substancji przez błonę półprzepuszczalną
- wyjaśnia doktor Mazur. - Celem jest zastąpienie funkcji wydalniczych
uszkodzonych nerek
. Jednocześnie wyrównuje się zaburzenia gospodarki
wodno-elektrolitowej organizmu i kwasowo-zasadowej. Zabieg powtarza się
3 razy w tygodniu, a cała procedura trwa 3.5 do 5 godzin. Chorzy muszą
przyjechać na oddział, gdzie są podłączani do aparatów do hemodializy
- czyli tak zwanej sztucznej nerki. Pacjenci po dializie zazwyczaj są
osłabieni - zabieg powoduje dość gwałtowne zmiany w organizmie.
- Jednak zawsze namawiamy pacjentów, żeby - o ile mogą - nadal
pracowali
- przekonują lekarze ze Stacji Dializ. Wielu chorych
nie wraca już jednak do normalnego życia. Muszą ulec wielu ograniczeniom
- zmienić tryb życia, stosować dietę (na przykład wyrzucić z jadłospisu
owoce i nabiał) no i trzy razy w tygodniu pojawiać się na oddziale.
Oczywiście, w Stacji Dializ Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie stoją
nowoczesne, niemal niezawodne urządzenia. - Mamy głównie dwu i
pięcioletnie aparaty, ale także starsze. Ich klasa nie odstaje w niczym
od urządzeń stosowanych w najlepszych klinikach na świecie
- cieszy się ordynator. Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w tej
dziedzinie medycyny. Leczy się coraz starszych pacjentów, którzy kiedyś
zabiegu dializy po prostu by nie przeżyli. Coraz bardziej rozciąga się
też średnia życia dializowanych chorych. - Z kilku, czasem 10 lat, dziś
zrobiło się kilkadziesiąt - wylicza oddziałowa Ziemecka. - W Polsce mamy
takiego chorego, który jest dializowany już od 33 lat! Na naszym oddziale
rekordzista jest leczony od 16 lat, czyli od momentu, gdy tylko
rozpoczęliśmy działalność. Ale wiemy, że wcześniej dojeżdżał na zabiegi
do Szczecina. Od niedawna w medycynie pojawił się nowy trend. -
Chodzi o leczenie codzienne
- tłumaczy ordynator. - Nerka
pracuje przecież 24 godziny na dobę i my chcemy jak najbardziej zbliżyć
się do fizjologii. Dlatego coraz częściej stosuje się wariant dializowania
nocnego - w domu pacjenta.
Taki zabieg przeprowadzany jest w domu
chorego i trwa znacznie dłużej niż ten na oddziale - od 6 do 8 godzin.
Czyszczenie wewnętrzne
Dializa otrzewnowa tym się różni od hemodializy, że krew jest
oczyszczana wewnątrz organizmu, a rolę błony półprzepuszczalnej
spełnia tu nasza własna błona otrzewnowa. Do jamy brzusznej napuszcza
się płyn; krew tymczasem jest oddzielona od niego właśnie błoną
otrzewnową, która wyścieła jamę brzuszną. I tu również woda
i cząsteczki z krwi pacjenta przechodzą do płynu dializacyjnego przez
półprzepuszczalną błonę. Aby uzyskać stały dostęp do jamy brzusznej
i móc wymieniać płyn dializacyjny, doprowadzono do niej plastikową,
miękką rurkę. Płyn jest przelewany z worków i za każdym razem jest
to około 2 litrów. Są dwa rodzaje dializy otrzewnowej: automatyczna
i ciągła ambulatoryjna (inaczej ręczna). Tą drugą pacjent przeprowadza
sobie sam. Wygląda to tak, że chory co 4 godziny napuszcza sobie przez
dreny płyn z worka. Zajmuje to około 20 minut. Potem może normalnie
funkcjonować, a płyn w tym czasie leżakuje i jednocześnie wykonuje
swoje zadanie. Po 4 godzinach pacjent płyn wypuszcza, a do otrzewnej
wprowadza świeży. Na noc zaś przyjmuje inny płyn, który może
leżakować do 8 godzin. Stosowane jest też i inne rozwiązanie
- automatyczna dializa otrzewnowa. Cały zabieg odbywa się w nocy.
Chory podłącza się do aparatu (zwanego cyklerem), który w ciągu
10 - 12 godzin dokonuje wymiany płynów. Na koniec, już nad ranem,
urządzenie napuszcza choremu 3 litry innego płynu, z którym ten chodzi
kolejne 12 godzin. Ten system daje choremu sporą niezależność,
ponieważ nie musi on już stawiać się na zabiegi do ośrodka. Nie każdy
jednak może z tego udogodnienia korzystać. - Nie kwalifikują się tu
chorzy ze zrostami lub z wcześniej operacyjnie leczoną jamą brzuszną
- zastrzega szef Stacji Dializ. - Zresztą, każdą metodę trzeba
dostosować do indywidualnych potrzeb i stanu zdrowia chorego.
Metody te pozwalają intensyfikować dializę i uzyskiwać lepsze
oczyszczanie krwi chorego.
Prężni i potrzebni
Z dializowania otrzewnowego
korzysta tylko około 10 proc. pacjentów. - My mamy 22 takich chorych.
Pozostali, czyli 57 osób, korzystają z hemodializy
- wylicza
ordynator Mazur. Jeśli chodzi o tę pierwszą terapię, to ośrodek w
koszalińskim Szpitalu Wojewódzkim jest największy w całym województwie
zachodniopomorskim. Stacja Dializ Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie
ma też swój własny uzdatniacz wody. To urządzenie jest tu niezbędne,
ponieważ w czasie jednego zabiegu aparat do hemodializy potrzebuje
około 150 litrów płynu. Dla chorych musi być ona niezwykle czysta
- te zanieczyszczenia, które zdrowemu człowiekowi nie szkodzą,
u pacjentów z chorymi nerkami kumulowałyby się w organizmie. Dlatego
tak potrzebny był Stacji własny filtr demineralizujący wodę. Tylko
część chorych na nerki może liczyć na przeszczep. Wymogi dotyczące
stanu zdrowia są bowiem bardzo restrykcyjne; poza tym - niestety,
wciąż niełatwo o dawcę. Dla pozostałych jedynym ratunkiem jest więc
terapia nerko-zastępcza. Na oddziale przeprowadza się ją dla coraz
starszych osób. Kiedyś istniały ograniczenia wiekowe, których już dziś
na szczęście się nie stosuje. Jedynym kryterium kwalifikującym do
dializy są warunki zdrowotne chorego. - Mamy jedenaście stanowisk
do dializy i w tej chwili zaspokajamy potrzeby naszych pacjentów
- zapewnia ordynator Mazur.
Potrzebne nam tylko miejsce
Rozmowa z Olechem Mazurem, Ordynatorem Stacji Dializ w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie
Olech Mazur - pochodzi z Koszalina, ukończył Akademię Medyczną w Gdańsku. Ma II stopień specjalizacji z chorób wewnętrznych i II stopień specjalizacji z nefrologii. Zaraz po studiach odbywał staż na oddziale wewnętrzny B Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie. Od 1986 roku związany ze Stacją Dializ; obecnie jej ordynator.
Stacja Dializ, jeśli chodzi o sprzęt i fachowców, nie ustępuje w niczym ogólnoświatowym standardom. Jakie są plany rozwoju?
W tej chwili ograniczają nas jedynie warunku lokalowe. W obecnej siedzibie jest nam po prostu za ciasno. Brakuje miejsca na wstawienie nowych cyklerów. No i czekamy na remont. Sale są już odnowione, ale odświeżenia wymaga jeszcze kilka innych pomieszczeń.
A jakie w ogóle są perspektywy leczenia nerko-zastępczego w Polsce?
Standardy leczenia spełniamy. Ale musimy stale zwiększać liczbę chorych, którym udzielamy pomocy. W krajach rozwiniętych na nerki leczy się około 500 osób na 1 mln mieszkańców, a w Polsce - tylko 242. A trzeba wiedzieć, że w naszym kraju jest ponad 11 tys. chorych. Z tego w zeszłym roku 7.5 proc. z nich udało się przeszczepić zdrowy organ. Niestety, 12.5 proc. ze wszystkich chorych zmarło.
Proszę jeszcze powiedzieć kilka słów o pracownikach Stacji Dializ.
Oprócz trójki lekarzy zatrudnionych w stacji stale współpracujemy z Krzysztofem Głuszkiem - Zastępcą Ordynatora Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej. Dzięki jego umiejętnościom jest możliwe prowadzenie dializoterapi u naszych wieloletnich pacjentów. Pacjentami opiekuje się średnio 30 pielęgniarek. Urządzeniami zajmuje się trzech techników. Przez 16 lat wspólnej pracy udało na się stworzyć zespół profesjonalnie przygotowany do wypełniania trudnych zadań.
Dziękuje za rozmowę.
