Razem na dobre i na złe

26 sierpnia 2003
Artykuł dodany przez: Dział Jakości i Marketingu

Mały budynek stojący na ustroniu całego kompleksu, cisza na korytarzach i w sterylnych salach zabiegowych - tak w skrócie można opisać Stację Dializ w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie. Ale pod pozorami spokoju praca tu wre - tylko przez zaledwie 4 godziny na dobę pracownicy i sprzęt odpoczywają. Przez pozostałe 20 godzin prowadzi się tu leczenie nerko-zastępcze.

W służbie nerki

Jest godzina 3.30 w nocy, do świtu jeszcze bardzo daleko. Tymczasem w Stacji Dializ już zaczyna się ruch - po salach uwija się pierwsza zmiana pielęgniarek. Muszą wysterylizować aparaty i podłączyć wszystko, nim pojawią się pierwsi pacjenci. Ci przywożeni są dopiero około godziny 5 rano. Dojeżdżają nie tylko z Koszalina, ale z terenu całego województwa. Szpital Wojewódzki gwarantuje wszystkim transport w obie strony. Za oknami wciąż jest jeszcze ciemno, gdy do sztucznej nerki podłączany jest pierwszy chory. To siedemdziesięcioletni Zefiryn Szymczak. Stację Dializ odwiedza regularnie od 3 lat. - Jedyną niedogodnością jest to, że w ogóle muszę to robić. Poza tym - wszystko inne mogę już tylko chwalić: i lekarze, i pielęgniarki i cały oddział stoją na naprawdę wysokim poziomie - przyznaje chory. - W tej ciężkiej sytuacji, w jakiej znajduję się ja - ale też i inni pacjenci - stworzono nam tu naprawdę świetne warunki. Rzeczywiście - sale, na których odbywają się zabiegi są nie tylko czyste, ale też wyglądają schludnie i przytulnie. Maszyny chodzą właściwie bezszelestnie i pacjenci często śpią podczas zabiegu. Nad chorymi cały czas czuwają specjaliści, więc każdy skok ciśnienia czy pojawienie się skurczów są natychmiast łagodzone. Na oddziale panuje niemal familijna atmosfera. W końcu - wszyscy się tu znają. I to od lat. - Jesteśmy specyficznym oddziałem - potwierdza Ewa Ziemecka, pielęgniarka oddziałowa. - Niektórzy nasi chorzy są z nami od samego początku istnienia, czyli od końca 1986 roku. Proszę sobie wyobrazić: spotkania po 3 razy w tygodniu, bez względu na dzień tygodnia, święta, porę roku. My zawsze pracujemy, a chorzy wciąż tu przyjeżdżają. I my mamy swoje lepsze i gorsze dni i to samo dotyczy naszych pacjentów. Gdy któraś z pielęgniarek idzie na urlop, zawsze pojawi się ktoś, kto chce wiedzieć, kiedy "jego siostra" wróci. Znamy się tu wszyscy z imienia, znamy swoje charaktery, rozpoznajemy nastroje. Ta zażyłość sprawia, że można nas uznać za swego rodzaju rodzinę. Taką specyficzną, ale rodzinę - dodaje z uśmiechem oddziałowa.

Choroba przebiega skrycie

Stacja Dializ ma swój własny uzdatniacz wody, który preparuje niezwykle czystą wodę niezbędną do zabiegów.

Chorzy przebywający na oddziale cały czas otoczeni są fachową opieką zespołu lekarskiego.

Stacja Dializ pracuje w Szpitalu Wojewódzkim od 1986 roku. Obowiązki kierownika pełnił doktor Olech Mazur; od 1994 roku jest on ordynatorem oddziału. Obecnie pod opieką oddziału jest 79 pacjentów. Nerki spełniają 3 ważne funkcje: wydalniczą, wewnątrzwydzielniczą i regulującą gospodarką kwasowo-zasadową oraz wodno-elektrolitową. Zasadniczym zadaniem nerki jest oczyszczanie i filtracja krwi ze szkodliwych substancji, które następnie są usuwane z organizmu w postaci moczu. Niewydolność nerek niestety przez długi czas łatwo przeoczyć, choć zmiany chorobowe występują nie tylko w nerkach, ale i w innych tkankach i narządach - takich jak serce, wątroba, przewód pokarmowy. Bezobjawowo przebiega na przykład przewlekłe cewkowo-śródmiąższowe zapalenie nerek. Dopiero w późniejszym czasie pojawia się nadciśnienie, osłabienie związane z niedokrwistością i upośledzenie czynności nerek. Także większość kłębuszkowych zapaleń nerki przebiega skrycie, a choroba może trwać nawet latami bez żadnych dolegliwości. To, co powinno zwrócić naszą uwagę, to wzmożone pragnienie, nocne oddawanie moczu, brak apetytu, nudności, wymioty, ogólne osłabienie i bóle głowy. Uszkodzenie nerek często występuje u chorych z cukrzycą, chorobami tkanki łącznej (takich jak na przykład toczeń i reumatoidalne zapalenie stawów), przewlekłymi stanami zapalnymi (gruźlica, zapalenie kości), wieloletnim nadciśnieniem tętniczym, nawracającą kamicą dróg moczowych. Chorzy z niewydolnością nerek leczeni są poprzez dializowanie i transplantację organu. W koszalińskiej Stacji Dializ przeprowadza się dializoterapię, a dokładniej: hemodializę i dializę otrzewnową.

"Płukanie" krwi

Pierwsza z nich, dominująca na całym świecie, polega na oczyszczaniu ustroju z toksyn mocznicowych na zewnątrz organizmu pacjenta. - Wykorzystuje się tu zjawisko dializy, które polega na przenikaniu niektórych substancji przez błonę półprzepuszczalną - wyjaśnia doktor Mazur. - Celem jest zastąpienie funkcji wydalniczych uszkodzonych nerek. Jednocześnie wyrównuje się zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej organizmu i kwasowo-zasadowej. Zabieg powtarza się 3 razy w tygodniu, a cała procedura trwa 3.5 do 5 godzin. Chorzy muszą przyjechać na oddział, gdzie są podłączani do aparatów do hemodializy - czyli tak zwanej sztucznej nerki. Pacjenci po dializie zazwyczaj są osłabieni - zabieg powoduje dość gwałtowne zmiany w organizmie. - Jednak zawsze namawiamy pacjentów, żeby - o ile mogą - nadal pracowali - przekonują lekarze ze Stacji Dializ. Wielu chorych nie wraca już jednak do normalnego życia. Muszą ulec wielu ograniczeniom - zmienić tryb życia, stosować dietę (na przykład wyrzucić z jadłospisu owoce i nabiał) no i trzy razy w tygodniu pojawiać się na oddziale. Oczywiście, w Stacji Dializ Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie stoją nowoczesne, niemal niezawodne urządzenia. - Mamy głównie dwu i pięcioletnie aparaty, ale także starsze. Ich klasa nie odstaje w niczym od urządzeń stosowanych w najlepszych klinikach na świecie - cieszy się ordynator. Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w tej dziedzinie medycyny. Leczy się coraz starszych pacjentów, którzy kiedyś zabiegu dializy po prostu by nie przeżyli. Coraz bardziej rozciąga się też średnia życia dializowanych chorych. - Z kilku, czasem 10 lat, dziś zrobiło się kilkadziesiąt - wylicza oddziałowa Ziemecka. - W Polsce mamy takiego chorego, który jest dializowany już od 33 lat! Na naszym oddziale rekordzista jest leczony od 16 lat, czyli od momentu, gdy tylko rozpoczęliśmy działalność. Ale wiemy, że wcześniej dojeżdżał na zabiegi do Szczecina. Od niedawna w medycynie pojawił się nowy trend. - Chodzi o leczenie codzienne - tłumaczy ordynator. - Nerka pracuje przecież 24 godziny na dobę i my chcemy jak najbardziej zbliżyć się do fizjologii. Dlatego coraz częściej stosuje się wariant dializowania nocnego - w domu pacjenta. Taki zabieg przeprowadzany jest w domu chorego i trwa znacznie dłużej niż ten na oddziale - od 6 do 8 godzin.

Czyszczenie wewnętrzne

Dializa otrzewnowa tym się różni od hemodializy, że krew jest oczyszczana wewnątrz organizmu, a rolę błony półprzepuszczalnej spełnia tu nasza własna błona otrzewnowa. Do jamy brzusznej napuszcza się płyn; krew tymczasem jest oddzielona od niego właśnie błoną otrzewnową, która wyścieła jamę brzuszną. I tu również woda i cząsteczki z krwi pacjenta przechodzą do płynu dializacyjnego przez półprzepuszczalną błonę. Aby uzyskać stały dostęp do jamy brzusznej i móc wymieniać płyn dializacyjny, doprowadzono do niej plastikową, miękką rurkę. Płyn jest przelewany z worków i za każdym razem jest to około 2 litrów. Są dwa rodzaje dializy otrzewnowej: automatyczna i ciągła ambulatoryjna (inaczej ręczna). Tą drugą pacjent przeprowadza sobie sam. Wygląda to tak, że chory co 4 godziny napuszcza sobie przez dreny płyn z worka. Zajmuje to około 20 minut. Potem może normalnie funkcjonować, a płyn w tym czasie leżakuje i jednocześnie wykonuje swoje zadanie. Po 4 godzinach pacjent płyn wypuszcza, a do otrzewnej wprowadza świeży. Na noc zaś przyjmuje inny płyn, który może leżakować do 8 godzin. Stosowane jest też i inne rozwiązanie - automatyczna dializa otrzewnowa. Cały zabieg odbywa się w nocy. Chory podłącza się do aparatu (zwanego cyklerem), który w ciągu 10 - 12 godzin dokonuje wymiany płynów. Na koniec, już nad ranem, urządzenie napuszcza choremu 3 litry innego płynu, z którym ten chodzi kolejne 12 godzin. Ten system daje choremu sporą niezależność, ponieważ nie musi on już stawiać się na zabiegi do ośrodka. Nie każdy jednak może z tego udogodnienia korzystać. - Nie kwalifikują się tu chorzy ze zrostami lub z wcześniej operacyjnie leczoną jamą brzuszną - zastrzega szef Stacji Dializ. - Zresztą, każdą metodę trzeba dostosować do indywidualnych potrzeb i stanu zdrowia chorego. Metody te pozwalają intensyfikować dializę i uzyskiwać lepsze oczyszczanie krwi chorego.

Prężni i potrzebni

Z dializowania otrzewnowego korzysta tylko około 10 proc. pacjentów. - My mamy 22 takich chorych. Pozostali, czyli 57 osób, korzystają z hemodializy - wylicza ordynator Mazur. Jeśli chodzi o tę pierwszą terapię, to ośrodek w koszalińskim Szpitalu Wojewódzkim jest największy w całym województwie zachodniopomorskim. Stacja Dializ Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie ma też swój własny uzdatniacz wody. To urządzenie jest tu niezbędne, ponieważ w czasie jednego zabiegu aparat do hemodializy potrzebuje około 150 litrów płynu. Dla chorych musi być ona niezwykle czysta - te zanieczyszczenia, które zdrowemu człowiekowi nie szkodzą, u pacjentów z chorymi nerkami kumulowałyby się w organizmie. Dlatego tak potrzebny był Stacji własny filtr demineralizujący wodę. Tylko część chorych na nerki może liczyć na przeszczep. Wymogi dotyczące stanu zdrowia są bowiem bardzo restrykcyjne; poza tym - niestety, wciąż niełatwo o dawcę. Dla pozostałych jedynym ratunkiem jest więc terapia nerko-zastępcza. Na oddziale przeprowadza się ją dla coraz starszych osób. Kiedyś istniały ograniczenia wiekowe, których już dziś na szczęście się nie stosuje. Jedynym kryterium kwalifikującym do dializy są warunki zdrowotne chorego. - Mamy jedenaście stanowisk do dializy i w tej chwili zaspokajamy potrzeby naszych pacjentów - zapewnia ordynator Mazur.

Potrzebne nam tylko miejsce

Rozmowa z Olechem Mazurem, Ordynatorem Stacji Dializ w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie

Olech Mazur - pochodzi z Koszalina, ukończył Akademię Medyczną w Gdańsku. Ma II stopień specjalizacji z chorób wewnętrznych i II stopień specjalizacji z nefrologii. Zaraz po studiach odbywał staż na oddziale wewnętrzny B Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie. Od 1986 roku związany ze Stacją Dializ; obecnie jej ordynator.

Stacja Dializ, jeśli chodzi o sprzęt i fachowców, nie ustępuje w niczym ogólnoświatowym standardom. Jakie są plany rozwoju?

W tej chwili ograniczają nas jedynie warunku lokalowe. W obecnej siedzibie jest nam po prostu za ciasno. Brakuje miejsca na wstawienie nowych cyklerów. No i czekamy na remont. Sale są już odnowione, ale odświeżenia wymaga jeszcze kilka innych pomieszczeń.

A jakie w ogóle są perspektywy leczenia nerko-zastępczego w Polsce?

Standardy leczenia spełniamy. Ale musimy stale zwiększać liczbę chorych, którym udzielamy pomocy. W krajach rozwiniętych na nerki leczy się około 500 osób na 1 mln mieszkańców, a w Polsce - tylko 242. A trzeba wiedzieć, że w naszym kraju jest ponad 11 tys. chorych. Z tego w zeszłym roku 7.5 proc. z nich udało się przeszczepić zdrowy organ. Niestety, 12.5 proc. ze wszystkich chorych zmarło.

Proszę jeszcze powiedzieć kilka słów o pracownikach Stacji Dializ.

Oprócz trójki lekarzy zatrudnionych w stacji stale współpracujemy z Krzysztofem Głuszkiem - Zastępcą Ordynatora Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej. Dzięki jego umiejętnościom jest możliwe prowadzenie dializoterapi u naszych wieloletnich pacjentów. Pacjentami opiekuje się średnio 30 pielęgniarek. Urządzeniami zajmuje się trzech techników. Przez 16 lat wspólnej pracy udało na się stworzyć zespół profesjonalnie przygotowany do wypełniania trudnych zadań.

Dziękuje za rozmowę.