Onkolodzy - lekarze wiecznej nadziei
Artykuł dodany przez:
Praca w Przychodni Onkologicznej należy chyba do najbardziej obciążających w całym szpitalu. Lekarze bowiem nie mogą skończyć jedynie na zdiagnozowaniu choroby i wypisaniu odpowiednich leków. Tu problemy wynikające z choroby są tak poważne, że nie wystarczy ich skwitować suchym poinformowaniem pacjenta, że oto musi walczyć z wyrokiem.
- Musimy zadbać nie tylko o ciała naszych pacjentów, ale też
i o ich dusze
- przyznaje Hanna Symonowicz,
kierownik Przychodni. Właśnie w dniu, w którym rozmawialiśmy, pani
doktor musiała powiedzieć jednej z pacjentek, że w jej piersi wykryto
guzka. - To nigdy nie jest łatwe. W takich chwilach jesteśmy
nie tylko lekarzami, ale również i psychologami. Chodzi o to,
by możliwie łagodnie wprowadzić chorego w świat zabiegów operacyjnych,
badań dodatkowych, wreszcie chemio- i radioterapii.
Panią Danutę,
która właśnie usłyszała przykre nowiny, czeka teraz długa droga
do wyzdrowienia.
Badanie mammograficzne pozwala doprecyzować wyniki USG - niektórych zmian ultrasonograf nie "czyta".
Ale też i dość długo trwało, nim do Przychodni Onkologicznej trafiła:
- W mojej rodzinie już kilka osób chorowało i zmarło na raka.
Dlatego wiedziałam, że jestem w grupie ryzyka i w związku z tym
starałam się regularnie przeprowadzać konieczne badania
- opowiada chora. - Nie zawsze mi się to jednak udawało. Tak też
było ostatnio i dopiero organizowana przez Szpital Wojewódzki
w Koszalinie "biała sobota" pod hasłem wykrywanie chorób nowotworowych
przypomniała mi, że znów trzeba się skontrolować. Okazuje się,
że był to ostatni dzwonek.
Przychodnia Onkologiczna posiada wywoływarkę, która pokazuje wyniki mammografii już po 3 minutach. Dzięki punktowym podświetlaczom lekarze łatwo lokalizują wszelkie zmiany chorobowe.
Ostatni - na zastosowanie leczenia oszczędzającego, polegającego
na usunięciu tylko guzka i części piersi wraz z węzłami chłonnymi.
To, czego kobiety boją się najbardziej, to mastektomia - czyli
amputacja całej piersi. Pani Danucie jednak udało się, bo mimo
że przeoczyła termin koniecznych w jej przypadku badań, w porę
jeszcze trafiła na kontrolę. - Takie "białe soboty" wyłapują
naprawdę wielu chorych. Inni z kolei - ci, którzy okazują się zdrowi
- wracają po nich do domu uspokojeni. I zaopatrzeni w fachową wiedzę
- co i jak robić dalej
- twierdzą lekarze z Przychodni
Onkologicznej.
Aparaty: delikatne i precyzyjne
Mimo profilaktyki, co roku do Przychodni trafia od 3 do 4 tysięcy
nowych pacjentów. Oprócz podstawowej diagnostyki (czyli badań
mammograficznych i ultrasonografii), mogą tu liczyć również na
badania bardziej skomplikowane. Umożliwia je mammotom, całkiem świeży
nabytek przychodni. - Biopsja mammotomiczna, którą ten aparat
wykonuje, to całkiem nowa metoda
- podkreśla doktor Symonowicz.
Pacjentki Przychodni bardzo sobie chwalą nowe metody. - Z tego,
co słyszałam, standardowe biopsje pozostawiają widoczne blizny,
a często nawet deformują piersi
- argumentuje jedna z kobiet
wychodzących z gabinetu po zabiegu. - Poza tym zawsze trzeba było
zostać w szpitalu przynajmniej przez dobę. Tymczasem ja tu dziś
przyszłam i dziś wychodzę. I czuję się całkiem dobrze, zabieg
właściwie nie był bolesny.
Biopsja, czyli pobranie tkanki
do badania mikroskopowego, stosowana jest dopiero po wykazaniu przez
mammografię lub USG nieprawidłowości w obrazie badanej piersi.
Analiza wycinka pod mikroskopem określi rodzaj wykrytej zmiany.
Przyjeżdżają nawet ze Szczecina
Pacjentów jednak najbardziej cieszy wyposażenie i sposób
funkcjonowania sali do przeprowadzania chemioterapii.
- Najważniejsze jest to, że nie musimy meldować się w szpitalu
i zostawać tam na noc
- podkreślają. - Tu przychodzimy na
kilka godzin, bierzemy chemię i wracamy do siebie. Tę wygodę można
docenić dopiero po dłuższym czasie. Ja mam chemię trzy razy
w miesiącu i gdyby nie oddział dzienny w Przychodni, musiałbym
za każdym razem iść do szpitala. A móc wrócić do domu na noc,
położyć się spać we własnym łóżku i skorzystać z własnej łazienki
- to naprawdę nieoceniony komfort
! - uważa pan Stanisław.
Rzeczywiście, na dzienny oddział przyjeżdżają do Szpitala
Wojewódzkiego w Koszalinie pacjenci nie tylko z całego byłego
województwa koszalińskiego, ale nawet... ze Szczecina.
- Jadą taki kawał, ale dzięki temu mogą wrócić do domu jeszcze
tego samego dnia
- cieszy się doktor Symonowicz. - Zdajemy
sobie sprawę z takiej potrzeby, dlatego tak bardzo staraliśmy się
o utworzenie oddziału dziennego.
Do dyspozycji pacjentów są tu
elektronicznie sterowane i bardzo wygodne fotele. W sali jest też
nowoczesny telewizor, tak że kilka godzin leżenia pod kroplówką mija
całkiem szybko. Ponadto, przy przerzutach do kości, stosuje się
tu leczenie bifosfonianami. Niwelują dokuczliwy ból i przez to
pozwalają normalnie żyć; poza tym zapobiegają złamaniom. Ale na tym
oddziale wykonywane jest nie tylko leczenie specjalistyczne. Chorzy
mogą także skorzystać z kroplówek nawadniająco-wspomagajacych, które
wzmacniają organizm.
Wszechstronna opieka
Nowoczesny mammoton umożliwia bezbolesne, łatwe i nie wymagające zakładania szwów badanie piersi.
Tymczasem kierownik Symonowicz właśnie wróciła z rozmowy z chorą.
Z pierwszej rozmowy, jak podkreśla. - Dla każdego, choćby nawet
coś podejrzewał, wiadomość, że ma raka - to ogromny szok.
I z pierwszego spotkania zazwyczaj mało co pamięta. Dlatego zawsze
prosimy, by przychodzić z kimś bliskim. Ta osoba nie tylko wesprze
psychicznie w trudnej chwili, ale też odnotuje więcej ważnych
informacji, które przecież potem rodzina będzie roztrząsać przez
cały najbliższy dzień.
Zdiagnozowany chory jest umawiany
na następne spotkanie, często już nawet nazajutrz. - Gdy trochę
ochłonie, jeszcze raz mówimy mu o problemie, o tym, jak daleko choroba
już się rozwinęła i wreszcie - jakie możliwości leczenia
proponujemy
- relacjonuje lekarka. - I podkreślam, my tylko
mówimy o różnych możliwościach wyjścia z sytuacji, ale samą decyzję
musi podjąć nasz pacjent. My nie narzucamy rozwiązań.
Przychodnia
zatrudnia psychologa, który służy chorym wsparciem. Pacjenci często
nawet nie chcą porady, wystarcza im możliwość opowiedzenia o swoim
problemie, o sposobie przeżywania dolegliwości oraz radzenia sobie
z nimi.
Działają zawczasu
Przychodnia nie poprzestaje wyłącznie na leczeniu. Aby móc
przeprowadzić działania profilaktyczne, trzeba odpowiednio wcześniej
wyselekcjonować osoby obciążone genetyczną skłonnością do zachorowania
na nowotwory. - Prowadzimy bardzo szeroką profilaktykę
- mówi
doktor Symonowicz. - Osoby takie jak dzisiejsza pacjentka (czyli
z rodzin predysponowanych do zachorowań na nowotwory lub u których
nowotwory są dziedziczne), jeśli tylko się do nas zgłoszą - są już
stale monitorowane.
Zagrożeni rakiem dziedzicznym powinni jak
najszybciej pojawić się w Przychodni. Tu lekarz przeprowadza z taką
osobą szczegółowy wywiad i określa, czy rzeczywiście konieczne
są dodatkowe badania. Hanna Symonowicz: - Potem zaś wydajemy
zagrożonym zalecenia. Mężczyźni muszą na przykład przejść badania
urologiczne, USG prostaty. My im wyjaśniamy, gdzie, kiedy i jak
często powinni to robić. Przypominamy też, że te zalecenia dotyczą
wszystkich krewnych. No i wyznaczamy termin kolejnego, koniecznego
spotkania.
Zagrożeni rakiem dziedzicznym powinni jak najszybciej
pojawić się w Przychodni. Tu lekarz przeprowadza z taką osobą
szczegółowy wywiad i określa, czy rzeczywiście konieczne są dodatkowe
badania. Hanna Symonowicz: - Potem zaś wydajemy zagrożonym
zalecenia. Mężczyźni muszą na przykład przejść badania urologiczne,
USG prostaty. My im wyjaśniamy, gdzie, kiedy i jak często powinni
to robić. Przypominamy też, że te zalecenia dotyczą wszystkich
krewnych. No i wyznaczamy termin kolejnego, koniecznego spotkania.
Okazuje się, że wiedza o zagrożeniu naprawdę mobilizuje ludzi
do częstych kontroli swego stanu zdrowia. Zdecydowanie łatwiej
i szybciej można więc u nich wykryć wczesne postaci choroby.
I usunąć je. Udowodniono, że zlikwidowanie stanu przedrakowego
w jelicie grubym u osoby dziedzicznie obciążonej, zmniejsza ryzyko
zachorowania na ten nowotwór z 80 do 20 proc. Duże możliwości stwarza
też wykrycie genetycznych skłonności do zachorowania na raka piersi.
Szacuje się, że dotyczy to ok. 20 tys. Polek. Pacjentki dziedzicznie
bardzo zagrożone rakiem piersi mogą się poddać chemioprewencji
- nawet jeśli nie stwierdza się u nich zmian. Przez wiele lat głównym
sposobem leczenia raka piersi, nawet tego wczesnego, pozostawała
amputacja. Mimo to nawet u 30 proc. Leczonych operacyjnie dochodziło
do nawrotu. Przerzuty często występowały nawet w regionach całkiem
odległych. Co więcej, postępowi choroby towarzyszą także nasilające
się bóle. Aby uniknąć tych dolegliwości, już od lat 30. XX wieku
lekarze po leczeniu operacyjnym zaczęli stosować także radioterapię.
Już w latach 50. okazało się, że redukuje ona nawet czterokrotnie
częstość nawrotów.
Dbamy o chorych ze wszystkich sił
Rozmowa z Hanną Symonowicz, kierownikiem Przychodni Onkologicznej w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie
- Redakcja
- Praca w Przychodni Onkologicznej jest bardzo ciężka...
- Hanna Symonowicz
- Nie mamy tu łatwo. Chorują coraz młodsi ludzie, a do tego jak również do faktu, że niektórych nie można uratować - nie sposób się przyzwyczaić. Ale z drugiej strony, nadziei jest coraz więcej - teraz już bardzo wcześnie można wykrywać raka, poza tym medycyna wciąż posuwa się naprzód.
- R
- Pacjenci przede wszystkim chwalą Przychodnię za oddział dzienny. A co panią cieszy najbardziej?
- HS
- To samo co moich pacjentów. Mamy tu zresztą szereg innych udogodnień, o których być może chorzy nawet nie wspomnieli, bo tak już się do nich przyzwyczaili. Pracuje więc nasz własny punkt pobierania krwi, a co ważniejsze - na miejscu jest także aparat, który już po pięciu minutach podaje wyniki morfologii. A takie badanie jest niezbędne przed każdą chemioterapią. Pacjenci nie muszą więc ani nigdzie chodzić, ani też długo czekać na wyniki. Na oddziale mamy też nowoczesny mammoton, który nie tylko ułatwia nam pracę, ale też często pozwala uniknąć pacjentkom operacji. A biopsje pod kontrolą mammografu, które tu wykonujemy, obejmują pacjentów z całego byłego województwa koszalińskiego. Tylko my mamy odpowiedni ą przystawkę do biopsji pod kontrolą mammografu. To najlepiej świadczy o jakości i poziomie naszej Przychodni.
- R
- Zakres waszych działań jest bardzo szeroki.
- HS
- Rzeczywiście, a to co dotąd powiedziałam, to wcale nie koniec. Wykonujemy też szereg zabiegów, niekiedy całkiem skomplikowanych. Oprócz typowych operacji, które przeprowadzaj ą chirurdzy w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie, my pacjentów wszechstronnie do nich przygotowujemy. Tu na przykład wykonujemy lokalizacje pod mammografem - dotyczy to guzków niewyczuwalnych palpacyjnie (podczas dotykania), a więc bardzo trudnych do umiejscowienia. Żeby więc uniknąć utrudnień przy usuwaniu guzka, my wprowadzamy do niego specjalny znacznik. On pozwoli chirurgom łatwo dotrzeć do tkanki, która ma być wycięta.
- R
- W Przychodni jednak nie tylko leczycie, ale też i bardzo dbacie o profilaktykę.
- HS
- Zgadza się. Współpracujemy z poradnią genetyczną Akademii Medycznej w Szczecinie i raz w miesiącu konsultujemy przypadki takich osób, które jeszcze nie są chore, ale u których występują nowotwory w rodzinie. Regularne kontrolowanie stanu zdrowia takich osób pozwala naprawdę wielu z nich uniknąć choroby. Raz w miesiącu udzielamy także porad radioterapeutycznych. Osoby, u których stwierdzono raka, kwalifikujemy do odpowiedniej dla niej metody leczenia.
- R
- A czego jeszcze Przychodni brakuje?
- HS
- Mamy wiele nowoczesnych urządzeń, ale wiadomo, że zawsze - gdy spełnia się jedno z życzeń - pojawiają się kolejne. Nie mamy tu typowego stołu do biopsji. Poza tym nasza aparatura zaczyna się "starzeć" - już dziś potrzebujemy nowego aparatu do USG.
