Chirurgia nie tylko ogólna

28 sierpnia 2003
Artykuł dodany przez: Dział Jakości i Marketingu

Żaden z oddziałów w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie nie ma tylu pacjentów, co ten. Sześćdziesiąt łóżek, wszystkie niemal zawsze zajęte. Nigdzie nie dokonuje się też tylu operacji, co na pełnym pacjentów Oddziale Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej.

- Chirurgia jest od tego, żeby operować - mówi ordynator oddziału Grzegorz Kozłowicz. - Ewentualnie kierować pacjenta do dalszego leczenia internistycznego. W ubiegłym roku Oddział Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej przyjął 2 tysiące 540 pacjentów. Aż 2 tysiące sześćdziesięciu spośród nich było operowanych. To daje równe 81 procent. Pozostałe 19 stanowią pacjenci pourazowi (z krwiakami przymózgowymi, obrzękami itp.), albo cierpiący na choroby tzw. chirurgiczne, które jednakże nie od razu podlegają leczeniu operacyjnemu. Do tych chorób należą m.in. zapalenia trzustki, miażdżyce, zatory, udary; niewydolności i powikłania krążenia obwodowego. Łatwo przeliczyć, że zespół tutejszych lekarzy p rzeprowadza po 5, 6 zabiegów operacyjnych dziennie.

Dzięki pacjentom są perfekcyjni

W dodatku pacjentów na koszalińskiej chirurgii ogólnej i naczyniowej ciągle przybywa. Tylko w pierwszej połowie tego roku było ich tu półtora tysiąca. Prawdziwy chirurg chwali sobie taki stan rzeczy. - Napór pacjentów umożliwia nam, lekarzom, trwanie w szczytowej formie zawodowej. Dzięki temu, że wykonujemy wciąż więcej i więcej najrozmaitszych zabiegów, utrzymujemy najwyższą perfekcję. Zawsze twierdzę, że kiedy lekarz ma bardzo dużo pracy, dzieje się to z korzyścią i dla niego, i dla jego pacjentów. Łatwiej przecież zaufać i oddać się w ręce specjalisty, o którym wiemy, że ma i wprawę, i doświadczenie w terapii - wyjaśnia Grzegorz Kozłowicz. - Te korzyści, płynące z nabywania doświadczenia, dotyczą zresztą nie tylko całego11-osobowego zespołu lekarzy z mojego oddziału, ale także pielęgniarek. Te dziewczyny są zupełnie wyjątkowe. Tak jak wyjątkowy jest "chirurgiczny pacjent": stale leżący, wymagający intensywnej pielęgnacji, całego długiego szeregu czynności opiekuńczych.

Doktor Maciej Marszałek podczas gastroskopii...

Leczą choroby naczyń i nowotwory

Oddział chirurgii ogólnej (w odróżnieniu od ortopedycznej) został wyodrębniony w koszalińskim szpitalu już w 1957 roku. Prekursorem wykonywania w szpitalu zabiegów naczyniowych, który szybko przyczynił się do ich szerokiego rozpowszechnienia, był natomiast doktor nauk medycznych Tomasz Marszałek. W trakcie trwania jego ordynatury (od roku 1994) i na jego wniosek uchwałą Rady Społecznej Szpitala zmieniono nazwę oddziału na Oddział Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej. Dziś średnio co piąty pacjent na tym oddziale trafia tam właśnie z powodu choroby naczyń. Ordynator lubi operować liczbami: - W ubiegłym roku przeprowadziliśmy 437 zabiegów operacyjnych na ogólną liczbą 507 chorych naczyniowo - uściśla ordynator. Chirurgię naczyniową traktuje się na tym oddziale jako jeden z czterech podstawowych działów. Pozostałe to: chirurgia zabiegów planowych (w ubiegłym roku było ich 1368), chirurgia przypadków ostrych pourazowych oraz chirurgia onkologiczna. Chociaż onkologii w nazwie oddziału nie ma...

Operacje onkologiczne robią już od pół wieku

- Chirurgii naczyniowej też długo w nazwie oddziału nie było, ale zabiegi na naczyniach w miarę potrzeb od dawna wykonywaliśmy. Tak samo jest z onkologią. Operacje onkologiczne przeprowadzamy tu od 50 lat! W kategorii onkologicznych przypadków chirurgicznych nie ma takiego zabiegu, którego byśmy w koszalińskim szpitalu nie robili, może z wyjątkiem nowotworów pewnego odcinka przełyku - zapewnia Grzegorz Kozłowicz i znów powraca do liczb. W 2002 roku, na 217 onkologicznych pacjentów poddawanych terapii na oddziale chirurgii ogólnej i naczyniowej, tylko 64 leczonych było zachowawczo. Ordynator ocenia, że byłoby ich na pewno więcej, gdyby profilaktyka przeciwnowotworowa była lepiej rozwinięta. Niestety, ponad połowa nowotworów jest wykrywana zbyt późno. Wówczas pacjenci trafiają na ogół nie na operacyjny stół, ale na chemioterapię (oddział wewnętrzny A) lub wyjeżdżają na zabiegi radioterapeutyczne do wielkich ośrodków klinicznych.

Opieka nad pacjentem po operacji jest skomplikowana i pracochłonna.

"Amazonek" prawie nie przybywa

Jakie zabiegi operacyjne przeprowadza się tutaj najczęściej? Przede wszystkim wokół guzów piersi. Na ogół sprowadza się to do wycięcia łagodnej zmiany w obrębie sutka. Na przyklad w ubiegłym roku na 76 usuniętych guzków piersi tylko pięć okazało się nowotworami. Jeżeli nowotworowy guz jest mały, czyli ma nie więcej niż 1 centymetr średnicy, stosuje się tzw. zabieg oszczędzający. Guz zostaje wycięty wraz z marginesem zdrowych tkanek, często zabieg taki wymaga ponadto usunięcia węzłów pachowych, ale pierś pozostaje nietknięta na swoim miejscu. Wśród innych zabiegów onkologicznych, niemal równie często jak piersi, koszalińscy chirurdzy operują nowotwory jelita grubego (85 razy w ubiegłym roku) oraz żołądka (24). W ubiegłym roku, podczas przeprowadzania zabiegów operacyjnych na tarczycach, wykryli także u pacjentów cztery nowotwory tego organu. Pozostałe 113 operacji na tarczycach zakończyło się bez niespodzianek. Prócz tego jeszcze np. 80 wykonanych przetok żył do nakłuwania i dializy, 15 operacji tętniaka aorty, no i 121 wyciętych wyrostków robaczkowych. - Wyrostki były są i będą.

O wyższości laparoskopu i endoskopu

Jednak rekord częstotliwości biją na Oddziale Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej operacje dróg żółciowych. Odkąd oddział dysponuje laparoskopem oraz najnowszej generacji sprzętem do endoskopii trzustki i dróg żółciowych, większość usunięć pęcherzyka żółciowego odbywa się tu właśnie za pomocą metody laparoskopowej. - Polega ona na wprowadzeniu do brzucha pacjenta gazu, kamery i manipulatorów - tłumaczy obrazowo Grzegorz Kozłowicz. - Preferujemy operacje wykonywane tą metodą, bo w porównaniu z "tradycyjną" operacją zachodzi tu znacznie mniejsza ingerencja w (pojmowane dosłownie) wnętrze chorego. Nie ma rany pooperacyjnej i związanych z nią kłopotów, a pacjent średnio w dwa tygodnie praktycznie wraca do pełni zdrowia. Stąd liczby: na 311 usunięć pęcherzyka żółciowego w ubiegłym roku zaledwie 79 zostało dokonane metodą tradycyjną. Przeciwwskazaniami do laparoskopii są właściwie tylko żółtaczka, ewentualnie guzy lub zrosty po poprzednich operacjach. Kamienie z przewodów żółciowych można zaś usunąć podczas zwykłego badania endoskopowego, wykonanego w znieczuleniu miejscowym.

Nowe narzędzia i nowe kafelki

W ubiegłym roku dobiegł końca kapitalny remont oddziału. Mniej więcej w tym samym czasie blok operacyjny wzbogacił się o najnowocześniejsze lampy, nową myjkę do narzędzi i nowe urządzenia do podawania operowanym pacjentom gazów anestezjologicznych. Prawdziwą dumą ordynatora jest nóż harmoniczny, używany przy operacjach do cięcia tkanek i ich koagulacji, czyli "zamykania" drobnych, krwawiących naczyń krwionośnych. Chirurgia Ogólna i Naczyniowa zyskała nowe tynki, glazury, instalacje, sanitariaty. Udało się wygospodarować pomieszczenie na świetlicę, której przed remontem nie było. Teraz wygodniej jest wszędzie wjechać wózkiem, co ma podstawowe znaczenie dla pacjentów świeżo zoperowanych. Także łazienki, kabiny natryskowe i ubikacje zostały wyposażone w udogodnienia techniczne dla chorych, mających trudności z poruszaniem się. Po remoncie, poza salami chorych i blokiem operacyjnym, oddział dysponuje dwiema salami chirurgicznymi, salą urologiczną oraz dwiema salami opatrunkowymi, zwanymi roboczo "czystą" i "brudną". W tej drugiej lekarze i pielęgniarki zajmują się wyłącznie chorymi z ranami o charakterze aseptycznym, czyli ropiejącymi, martwiczymi itp. Całość uzupełnia sala do zabiegów "chirurgii jednego dnia", do których obecnie zaliczają się np. usunięcia małych żylaków, guzków z powłok skórnych, a nawet niektóre operacje przepuklin.

Wszystko o żylakach jawnych i wstydliwych

Usuwanie żylaków i przepukliny to jedyne zabiegi operacyjne, których w koszalińskim szpitalu nie wykonuje się "z marszu". One bowiem dominują wśród wszystkich operacji ze wskazań planowych. Około jednego miesiąca pacjenci (głównie mężczyźni, nadmiernie obciążeni fizyczną pracą) czekają na operację przepuklin. Około dwóch miesięcy - na operacyjne pozbawienie żylaków nóg czeka inna grupa pacjentów (głównie kobiet, u których ta przypadłość pojawia się często po urodzeniu dziecka). Czy tych kobiet nie zniechęca perspektywa powrotu żylaków wraz z przyjściem na świat kolejnego dziecka? - Jeśli żylaki zostały prawidłowo zoperowane, nie powinny się pojawić ponownie - przekonuje Grzegorz Kozłowicz. - Przy operacji żylaków nóg dzięki kruroskopii (endoskopowe przecięcie żył przeszywających) można precyzyjnie przeciąć naczynie, którego kiedyś nie było widać. Właśnie do osób z niewydolnością żylną, prowadzących siedzący tryb życia, Oddział Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej zaadresował swą niedawną akcję profilaktyczną. Wielu pacjentów przekonało się w jej wyniku, że bez żylaków nóg można żyć wygodniej i bezboleśnie dzięki prostemu zabiegowi operacyjnemu. Czy z żylakami odbytu sprawa jest równie prosta? - Niestety nie - martwi się ordynator. - Stanowczo zbyt mało osób zgłasza się z tym do lekarzy. Wstydzą się, więc rezygnują w ogóle z leczenia albo leczą się sami czopkami z reklam i nadal cierpią. Pocieszają się, że krwawienie z odbytu oznacza tylko hemoroidy, a tymczasem może to być rak... Chcąc się leczyć, trzeba przecież być zdiagnozowanym! Może jakąś poprawę pod tym względem przyniesie kolejna nasza akcja profilaktyczna?

Coraz krótsze pobyty

Niezależnie od tego, czy na zabieg planowy trzeba czekać miesiąc, czy jeden dzień, każdy pacjent ma prawo wyboru lekarza, który go przeprowadzi. Ma to ogromne znaczenie np. dla pacjentów, mających problemy z układem naczyniowym i przebywającym w związku z tym pod opieką specjalistycznej przyszpitalnej poradni. Oni mają "swoich" lekarzy, nic dziwnego zatem, że wolą oddawać się właśnie w ich ręce. Pacjenci w pełni decydują także o tym, czy i komu lekarze mają udzielać informacji o stanie ich zdrowia. Przebywających w salach pooperacyjnych nie wolno bowiem odwiedzać. Na szczęście pobyt tam trwa jedną, najwyżej dwie doby. Później nic nie stoi na przeszkodzie codziennym wizytom u chorego stroskanej i stęsknionej rodziny czy znajomych. Niewątpliwym sukcesem całego oddziału jest skrócenie się czasu pobytu pacjenta w szpitalu po zabiegu. Kiedyś wynosił on od 8 do 10 dni, teraz około sześciu. Co jeszcze zmieniło się w ostatnich latach? - Urazów powstałych przy pracy mamy znaczniemniej niż dawniej - wylicza lekarz. Ludzie są ostrożniejsi, pracują na lepszym sprzęcie. Mają za to więcej stresów, owocujących w końcu tak powszechną obecnie chorobą wrzodową. Jednak zdecydowanie mniej wrzodów żołądka i dwunastnicy wymaga teraz interwencji chirurgicznej. - Operujemy tylko powikłania typu przedziurawienia czy krwawienia. Czasem konieczna jest vagotomia, czyli "odnerwienie" żołądka. Ale szczęśliwie prawie wszyscy nerwowi "wrzodowcy" dobrze poddają się leczeniu zachowawczemu.