30 lat mariażu interny z kardiologią

27 lutego 2004
Artykuł dodany przez: Dział Jakości i Marketingu

Mija właśnie 30 lat od czasu, kiedy Oddział Internistyczno-Kardiologiczny Koszalińskiego Szpitala Wojewódzkiego przyjął pierwszą pacjentkę.

"Podejście lekarzy z tego oddziału do pacjentów jest jak podejście rodziców do własnego dziecka. Wszystkim, którzy starali się ulżyć mym cierpieniom, z całego serca, z tego serca, które dzięki Wam zostało wyleczone, składam serdeczne podziękowania" - brzmiał jeden z pierwszych wpisów w księdze pamiątkowej Oddziału Internistyczno- Kardiologicznego Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie, dokonany na początku 1974 roku. Inny pacjent napisał wtedy: "Zapewniam, że poza fachową Waszą poradą medyczną, najlepszym lekiem - uznanym przez wszystkich chorych - jest Wasz miły, pogodny, pełen czułości i kojący uśmiech, powodujący wiarę w wyzdrowienie". - Życzliwość w medycynie jest nieoceniona - kwituje Marek Koppicz (ordynator oddziału; od 1 lutego na emeryturze - obowiązki ordynatora pełni Krystyna Myślińska). - A przyjaźnie w tej dziedzinie, jeżeli już się zawiera, to przeważnie na zawsze. Naprawdę, dużo sił czerpiemy wprost z naszych zdrowiejących pacjentów; z ich rodzin. Oni umieją okazać wdzięczność; sprawić, że cieszymy się z naszych sukcesów zamiast rozpamiętywać porażki...

Kardiolodzy mają mało czasu

Fot. ARCHIWUM SZPITALA Lekarze i pielęgniarki oddziału żyją w stanie ciągłej gotowości - na uratowanie pacjenta z zatrzymaniem krążenia jest tylko kilka minut.

Trzydzieści lat temu twórcy oddziału nie zdążyli dopić lampki inauguracyjnego szampana, gdy przywieziono kobietę z zatrzymanym krążeniem. Pierwsze podjęte tu leczenie okazało się w pełni skuteczne dzięki natychmiast zastosowanej defibrylacji. - W 1974 roku aparat do defibrylacji i kardiowersji był dla nas prawdziwym szczytem techniki. Urządzenie wielkie jak szafa - wspomina doktor Koppicz. Ale za to pierwsza w Koszalinie elektryczna kardiowersja odbyła się zaledwie trzy lata po światowej premierze! - Z czasem wzbogaciliśmy się o coraz lepsz ą aparaturę, nie tylko do leczenia, ale także do precyzyjnego monitorowania jego przebiegu. Np. w konsolę, pozwalającą obserwować pracę serca u dziewięciu chorych równocześnie. Nie ma w medycynie drugiej dziedziny, która rozwijałaby się równie dynamicznie jak kardiologia. - Oczywiście, myśl lekarska jest ta sama - zastrzega ordynator. Jednak i myśl i jej twórców wciąż na nowo weryfikuje rozwój aparatury. - To sprzęt, jakim dysponujemy, decyduje o rozwoju kardiologii. 30 lat temu była to dziedzina znacznie prostsza, niż dziś. Mniej agresywna, bardziej zachowawcza w działaniu. Mniej skuteczna... ale i mniej niebezpieczna. Kardiologia jest okrutna - nie daje lekarzom dużo czasu. - Umiera się w ciągu czterech minut od momentu zatrzymania krążenia - precyzuje Marek Koppicz. - Wszystko zależy zatem od naszej szybkości, precyzji, wyszkolenia; od gotowości do startu. Granicę, przebiegającą między działaniem skutecznym a działaniem toksycznym, współcześni kardiolodzy określają jako bardzo, bardzo cienką. A to nakłada na nich wszystkich dodatkowy obowiązek permanentnej a intensywnej edukacji; poznawania farmakodynamiki leków. - Balansujemy - ordynator określa to nader dosadnie. Balansowanie to dla lekarza najwyższe napięcie, poczucie najwyższej odpowiedzialności i... potworny stres. Żeby stosować kardiologiczne leki najnowszej generacji, trzeba przede wszystkim bardzo dobrze znać organizm chorego. - Leki antyarytmiczne, przeciwkrzepliwe, tzw. trombolityczne są zarazem ogromnie skuteczne i niebezpieczne. Zastosowane w nieodpowiednim czasie, mogą spowodować np. krwotoki. I jak tu się dziwić, że my, lekarze i pielęgniarki, rzadko możemy się cieszyć normalną czynnością naszych własnych serc?

Codzienny egzamin

Fot. RADOSŁAW KOLEŚNIK "Pan ordynator nie jest w ogóle człowiekiem, bo człowiek musi mieć jakieś wady"- napisał o Marku Koppiczu wdzięczny pacjent.

Pionierzy koszalińskiej kardiologii kształcili się zawzięcie grubo wcześniej, zanim ruszył ich oddział. - Było nas troje - wspomina Marek Koppicz. - Alicja Mikołajczyk, Krystyna Myślińska i ja. Razem się baliśmy, wzajemnie dodając sobie otuchy. Władza się śmiała. Nie raz nazwano mnie fantastą... Ordynatorem pierwszego kardiologicznego oddziału na Pomorzu Środkowym został równo 30 lat temu. - Bo klinik kardiologicznych w tamtych czasach w Polsce nie było. O tym, co się dzieje w światowej medycynie, wiedziałem od kolegów zza granicy. Na szczęście rozumieli sytuację polskich lekarzy, przysyłali prospekty o lekach, badaniach, aparaturze... Do konkursu na ordynatora zgłosiło się dziesięciu lekarzy z całej Polski. ówczesny dyrektor szpitala Waldemar Kaźmierczak zdecydował się postawić na kogoś młodego, zdolnego, ambitnego; deklarującego chęć osiągania celów pozornie niemożliwych. - W 1973 roku pracowałem na oddziale wewnętrznym "A". Wezwał mnie do gabinetu ówczesny ordynator, doktor Stanisław Laskowski, i po prostu stwierdził, z tym swoim charakterystycznym "r": "Będziesz organizował oddział kardiologii!". I tyle. Pół roku przed uruchomieniem oddziału oddał Markowi Koppiczowi we władanie kilka pomieszczeń nazbyt, jego zdaniem, rozbudowanej szpitalnej administracji. Po generalnym remoncie ruszył tu oddział z 27 łóżkami, który też rychło stał się za mały, jak na potrzeby dawnego województwa koszalińskiego. - Od początku bardzo dużo czasu poświęcaliśmy na pracę naukową i szkolenia - przypomina doktor Koppicz, pod którego okiem specjalizację zdobyło tutaj 60 lekarzy. - Stąd wyszli także interniści, reumatolodzy, diabetolodzy, alergolodzy... Obecni profesorowie odbywali tutaj swe staże. Równolegle z rozwojem kardiologii polskiej i światowej rozwijał się ten oddział. Dzięki wiedzy i doświadczeniu, systematycznie zdobywanym przez jego pracowników, dotrzymał on i w dalszym ciągu dotrzymuje kroku postępowi w tej wyjątkowo dynamicznej dyscyplinie. Wszystko, co działo się w kardiologii po raz pierwszy, działo się także i tu. - To były czasy! - wzdycha doktor Koppicz. - Krzeseł na szkoleniach zawsze brakowa- ło! A szkoliliśmy się regularnie raz w tygodniu. Na wizytę do pacjentów chodziliśmy czasami nawet 20-osobową ekipą. Dziś jest nas dwóch, trzech... Cóż, siła wyższa, konieczność oszczędzania na czym tylko się da. Bardzo boleję nad tym, że lekarz w XXI wieku coraz mniej czasu spędza przy łóżku chorego. Nasze "usługi" - o ile tak można to nazwać - są coraz lepszej jakości pod względem czysto medycznym, ale... mamy bardzo mało czasu na rozmowę z chorym.

Profilaktyka - jakże ważna!

Kardiologiczny pacjent A. D. 2004 to pacjent świadomy. Przynajmniej lekarze specjaliści wolą wychodzić z takiego założenia. Dysponują olbrzymią profilaktyczną wiedzą, ale wśród nawału pracy nie zawsze mają dość czasu na przekazywanie jej chorym. Podstawową wiedzę o swej chorobie pacjent powinien uzyskać od lekarza rodzinnego. Na szczęście przy Szpitalu Wojewódzkim funkcjonuje poradnia kardiologiczna, która powstała zaledwie kilka miesięcy po otwarciu oddziału internistyczno - kardiologicznego. Większość jej pacjentów to ludzie srodze doświadczeni przez choroby serca. Najczęściej - chorzy po przebytych zawałach. - Ale nie brakuje też pacjentów świeżo po tzw. bilansie czterdziesto- lub pięćdziesięciolatków, u których lekarze pierwszego kontaktu wychwytują początki nadciśnienia tętniczego; obciążonych, na ogół genetycznie, chorobami układu krążenia - zauważa Krystyna Myślińska, pracująca w poradni od początku (od 1 lutego p.o. ordynatora). - Oni już wiedzą, że nieleczone nadciśnienie prowadzi do choroby niedokrwiennej serca. Pouczamy ich co do diety, namawiamy do ruchu, przebywania na świeżym powietrzu; do zmniejszania czynników ryzyka po prostu. Dużo pacjentów bierze sobie do serca te nasze rady. Redukują wagę ciała, rzucają palenie. Choć definitywne rozstanie z papierosami następuje zazwyczaj dopiero po pierwszym zawale... - W naszym zespole nikt nie pali! - obwieszcza z dumą ordynator. Zdaniem lekarzy, dwie bardzo często spotykane sercowe przypadłości, czyli zawał i choroba wieńcowa, można śmiało zaliczyć do kategorii chorób "zawinionych". W przypadku Polaków odpowiadaj ą za nie trzy czynniki: palenie, nadciśnienie i zbyt wysoki poziom cholesterolu. - Jeśli te wszystkie czynniki występują razem, zawał mamy jak w banku! Tzw. blaszka miażdżycowa tworzy się, pęka i bardzo szybko zamyka naczynie. Mieliśmy tu już dwudziestokilkulatków po rozległych zawałach, a wśród nich nawet kobietę w ciąży. Kiedyś na serce częściej chorowali mężczyźni. Teraz pod tym względem panuje równowaga płci. - Jednakże u kobiet przebieg tych chorób jest cięższy. One są mocniej obarczone stresem i różnorakimi powikłaniami. Około trzystu spośród tysiąca pacjentów rocznie przebywa na kardiologii z powodu zawału. Ostre przypadki przejmuje prowadzony przez doktor Elżbietę Zinkę Oddział Kardiologii - dziesięć lat temu wyłoniony z Internistyczno- Kardiologicznego. - Wspólnie udaje nam się wiele rzeczy tworzyć od początku. Zdrowa rywalizacja dwóch oddziałów doprowadziła do bardzo wysokiego poziomu ogólnego koszalińskiej kardiologii.

Dopóki wolne parapety...

Kardiologia, jak niemal żadna inna dziedzina medycyny, bezlitośnie obnaży wszelkie braki w wykształceniu lekarza. Marek Koppicz głosi dewizę wdzięczności swym nauczycielom przy równoczesnym szacunku dla wiedzy, zapału i spontaniczności młodszych kolegów, z których to cech z przyjemności ą korzysta. A także dla świeżej a znacznej wiedzy teoretycznej studentów. - Nie chcąc zniszczyć młodego człowieka, trzeba mu na początku zawodowej drogi dawać takie zadania, które mu się będą podobały. Młodych ludzi, którzy garną się do kardiologii, nazywa "sprinterami". "Długodystansowcy" wybieraj inne dziedziny, np. internę, z której co prawda kardiologia wyszła, ale jest od niej bardziej spektakularna. - Tutaj nie da się udawać, że coś się wie! Tu codziennie na nowo zdajemy równolegle egzamin z medycznej wiedzy i umiejętności jej stosowania w praktyce. Stąd konieczność kompleksowego leczenia; działań zespołowych, i to nie tylko internistów z kardiologami w duecie. Tu jest stale niezbędna doświadczona pielęgniarka, farmakoterapeuta, specjalista do spraw rehabilitacji - wylicza doktor Koppicz. Magister rehabilitacji jest stałym doradcą kardiologów, codziennym gościem oddziału. Prawie tak samo często konsultują się oni ze specjalistą psychiatrii. - No i jeszcze psycholog do kompletu. Nie ma co ukrywać, że coraz więcej chorób układu krążenia wywołuje u pacjentów stany nawet głębokiej depresji... Na Oddział Internistyczno- -Kardiologiczny trafiają pacjenci chorzy na nerki, na cukrzycę. - "Łapiemy" w miesiąc setkę, choć limit przewiduje 60 chorych - wyznaje doktor Koppicz. Nie wyobraża sobie odmowy zgody na przyjęcie na oddział pacjenta kwalifikującego się do ostrej terapii. Tych najbardziej przestraszonych wysyła do szpitalnego kiosku po... różowe okulary. - Dopóki mamy wolne parapety, nie jest Źle! Ważniejsze od ustalonych odgórnie limitów są dobre kontakty. Np. z Instytutem Kardiologii w Aninie, dokąd koszalińscy pacjenci kierowani są na transplantacje. Albo z ośrodkami akademickimi czy z Oddziałem Kardiochirurgii w Szczecinie. Współpraca z tamtejszymi fachowcami wygląda tak, że dwa razy w tygodniu przyjeżdżają do Koszalina, kwalifikują pacjentów do operacji, a następnie wysyłają faksem zawiadomienia o wolnych miejscach. - Nasi pacjenci jadą tam już dobrze zdiagnozowani. Ostatnio mieliśmy np. chorego z wadą serca. Przybył tu w poniedziałek, tego samego dnia zadzwoniłem do profesora w Szczecinie, a w czwartek pacjent już był po operacji. "Proszę wybaczyć taką nietradycyjną formę podziękowań - napisał kiedyś pacjent - nabywca tzw. cegiełki w kilka dni po opuszczeniu oddziału, gdzie trafił z ciężkim zawałem. - W dniu wypisu byłem tak silnie wzruszony, że bez płaczu nie byłbym w stanie złożyć i wyrazić mojej wdzięczności".

W Oddziale Internistyczno-Kardiologicznym od czasu jego powstania wprowadzono i zastosowano wiele nowoczesnych i pionierskich metod terapii. Oprócz kardiowersji i elektrycznej defibrylacji, były to m. in.: czasowa stymulacja endokawitarna, leczenie fibrynolityczne zawału serca, pierwsze wszczepienie stałego stymulatora serca, kontrapulsacja wewnątrzaortalna. Oddział może się też pochwalić sprzętem najnowszej generacji, wśród którego są m. in.: centrala zbiorcza połączona z 12 monitorami EKG, pompa do kontrapulsacji wewnątrzaortalnej, dwa stymulatory do czasowej stymulacji endokawitarnej, Holter EKG (9 rejestratorów), aparat do ABP, ergometr rowerowy z zestawem do prób wysiłkowych, trzy ergometry rowerowe połączone z monitorami EKG do treningów interwałowych, echokardiograf z Dopplerem, system Holtera EKG (analizator długotrwały zapisów EKG), system do badań wysiłkowych i sześciokanałowy aparat EKG. Oddział Internistyczno-Kardiologiczny Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie A. D. 2004 to placówka o najwyższym poziomie merytorycznym, zapewniająca chorym miłą i życzliwą atmosferę, jakże istotną przy wspomaganiu powrotu do zdrowia. Świadczą o tym chociażby liczne listy i świąteczne kartki od wdzięcznych ozdrowieńców. Od 1994 roku, jako szósty w Polsce, przy oddziale funkcjonuje ośrodek systemu TeleKardioMed., czyli system telefonicznego monitorowania zapisu EKG przez całą dobę, pozwalający istotnie przyspieszyć interwencję lekarską, głównie u chorych z zaburzeniami rytmu serca. W ramach oddziału funkcjonuje także pododdział intensywnej opieki kardiologicznej, pracownia nieinwazyjnych badań układu krążenia, pracownia rehabilitacji kardiologicznej i układu krążenia.