30 lat mariażu interny z kardiologią
Artykuł dodany przez:
Mija właśnie 30 lat od czasu, kiedy Oddział Internistyczno-Kardiologiczny Koszalińskiego Szpitala Wojewódzkiego przyjął pierwszą pacjentkę.
"Podejście lekarzy z tego oddziału do pacjentów jest jak podejście
rodziców do własnego dziecka. Wszystkim, którzy starali się ulżyć mym
cierpieniom, z całego serca, z tego serca, które dzięki Wam zostało
wyleczone, składam serdeczne podziękowania"
- brzmiał jeden
z pierwszych wpisów w księdze pamiątkowej Oddziału
Internistyczno- Kardiologicznego Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie,
dokonany na początku 1974 roku. Inny pacjent napisał wtedy:
"Zapewniam, że poza fachową Waszą poradą medyczną, najlepszym
lekiem - uznanym przez wszystkich chorych - jest Wasz miły, pogodny,
pełen czułości i kojący uśmiech, powodujący wiarę w wyzdrowienie".
- Życzliwość w medycynie jest nieoceniona
- kwituje
Marek Koppicz (ordynator oddziału; od 1 lutego
na emeryturze - obowiązki ordynatora pełni Krystyna Myślińska).
- A przyjaźnie w tej dziedzinie, jeżeli już się zawiera, to
przeważnie na zawsze. Naprawdę, dużo sił czerpiemy wprost z naszych
zdrowiejących pacjentów; z ich rodzin. Oni umieją okazać wdzięczność;
sprawić, że cieszymy się z naszych sukcesów zamiast rozpamiętywać
porażki...
Kardiolodzy mają mało czasu
Fot. ARCHIWUM SZPITALA Lekarze i pielęgniarki oddziału żyją w stanie ciągłej gotowości - na uratowanie pacjenta z zatrzymaniem krążenia jest tylko kilka minut.
Trzydzieści lat temu twórcy oddziału nie zdążyli dopić lampki
inauguracyjnego szampana, gdy przywieziono kobietę z zatrzymanym
krążeniem. Pierwsze podjęte tu leczenie okazało się w pełni skuteczne
dzięki natychmiast zastosowanej defibrylacji. - W 1974 roku aparat
do defibrylacji i kardiowersji był dla nas prawdziwym szczytem
techniki. Urządzenie wielkie jak szafa - wspomina doktor Koppicz.
Ale za to pierwsza w Koszalinie elektryczna kardiowersja odbyła się
zaledwie trzy lata po światowej premierze! - Z czasem wzbogaciliśmy
się o coraz lepsz ą aparaturę, nie tylko do leczenia, ale także do
precyzyjnego monitorowania jego przebiegu. Np. w konsolę, pozwalającą
obserwować pracę serca u dziewięciu chorych równocześnie.
Nie ma w medycynie drugiej dziedziny, która rozwijałaby się równie
dynamicznie jak kardiologia. - Oczywiście, myśl lekarska jest
ta sama
- zastrzega ordynator. Jednak i myśl i jej twórców wciąż
na nowo weryfikuje rozwój aparatury. - To sprzęt, jakim
dysponujemy, decyduje o rozwoju kardiologii. 30 lat temu była
to dziedzina znacznie prostsza, niż dziś. Mniej agresywna, bardziej
zachowawcza w działaniu. Mniej skuteczna... ale i mniej
niebezpieczna.
Kardiologia jest okrutna - nie daje lekarzom
dużo czasu. - Umiera się w ciągu czterech minut od momentu
zatrzymania krążenia
- precyzuje Marek Koppicz. - Wszystko
zależy zatem od naszej szybkości, precyzji, wyszkolenia; od gotowości
do startu
. Granicę, przebiegającą między działaniem skutecznym
a działaniem toksycznym, współcześni kardiolodzy określają jako
bardzo, bardzo cienką. A to nakłada na nich wszystkich dodatkowy
obowiązek permanentnej a intensywnej edukacji; poznawania
farmakodynamiki leków. - Balansujemy
- ordynator określa
to nader dosadnie. Balansowanie to dla lekarza najwyższe napięcie,
poczucie najwyższej odpowiedzialności i... potworny stres. Żeby
stosować kardiologiczne leki najnowszej generacji, trzeba przede
wszystkim bardzo dobrze znać organizm chorego. - Leki
antyarytmiczne, przeciwkrzepliwe, tzw. trombolityczne są zarazem
ogromnie skuteczne i niebezpieczne. Zastosowane w nieodpowiednim
czasie, mogą spowodować np. krwotoki. I jak tu się dziwić, że my,
lekarze i pielęgniarki, rzadko możemy się cieszyć normalną czynnością
naszych własnych serc?
Codzienny egzamin
Fot. RADOSŁAW KOLEŚNIK "Pan ordynator nie jest w ogóle człowiekiem, bo człowiek musi mieć jakieś wady"- napisał o Marku Koppiczu wdzięczny pacjent.
Pionierzy koszalińskiej kardiologii kształcili się zawzięcie grubo
wcześniej, zanim ruszył ich oddział. - Było nas troje
- wspomina Marek Koppicz. - Alicja Mikołajczyk,
Krystyna Myślińska
i ja. Razem się baliśmy, wzajemnie
dodając sobie otuchy. Władza się śmiała. Nie raz nazwano mnie
fantastą...
Ordynatorem pierwszego kardiologicznego oddziału
na Pomorzu Środkowym został równo 30 lat temu. - Bo klinik
kardiologicznych w tamtych czasach w Polsce nie było. O tym, co się
dzieje w światowej medycynie, wiedziałem od kolegów zza granicy.
Na szczęście rozumieli sytuację polskich lekarzy, przysyłali
prospekty o lekach, badaniach, aparaturze...
Do konkursu na
ordynatora zgłosiło się dziesięciu lekarzy z całej Polski. ówczesny
dyrektor szpitala Waldemar Kaźmierczak zdecydował
się postawić na kogoś młodego, zdolnego, ambitnego; deklarującego
chęć osiągania celów pozornie niemożliwych. - W 1973 roku
pracowałem na oddziale wewnętrznym "A". Wezwał mnie do gabinetu
ówczesny ordynator, doktor Stanisław Laskowski, i po prostu
stwierdził, z tym swoim charakterystycznym "r": "Będziesz organizował
oddział kardiologii!".
I tyle
. Pół roku przed uruchomieniem
oddziału oddał Markowi Koppiczowi we władanie kilka pomieszczeń
nazbyt, jego zdaniem, rozbudowanej szpitalnej administracji.
Po generalnym remoncie ruszył tu oddział z 27 łóżkami, który też
rychło stał się za mały, jak na potrzeby dawnego województwa
koszalińskiego. - Od początku bardzo dużo czasu poświęcaliśmy
na pracę naukową i szkolenia - przypomina doktor Koppicz, pod
którego okiem specjalizację zdobyło tutaj 60 lekarzy. - Stąd
wyszli także interniści, reumatolodzy, diabetolodzy, alergolodzy...
Obecni profesorowie odbywali tutaj swe staże. Równolegle z rozwojem
kardiologii polskiej i światowej rozwijał się ten oddział
.
Dzięki wiedzy i doświadczeniu, systematycznie zdobywanym przez jego
pracowników, dotrzymał on i w dalszym ciągu dotrzymuje kroku
postępowi w tej wyjątkowo dynamicznej dyscyplinie. Wszystko,
co działo się w kardiologii po raz pierwszy, działo się także i tu.
- To były czasy!
- wzdycha doktor Koppicz. - Krzeseł
na szkoleniach zawsze brakowa- ło! A szkoliliśmy się regularnie
raz w tygodniu. Na wizytę do pacjentów chodziliśmy czasami nawet
20-osobową ekipą. Dziś jest nas dwóch, trzech... Cóż, siła wyższa,
konieczność oszczędzania na czym tylko się da. Bardzo boleję nad tym,
że lekarz w XXI wieku coraz mniej czasu spędza przy łóżku chorego.
Nasze "usługi" - o ile tak można to nazwać - są coraz lepszej jakości
pod względem czysto medycznym, ale... mamy bardzo mało czasu
na rozmowę z chorym.
Profilaktyka - jakże ważna!
Kardiologiczny pacjent A. D. 2004 to pacjent świadomy. Przynajmniej
lekarze specjaliści wolą wychodzić z takiego założenia. Dysponują
olbrzymią profilaktyczną wiedzą, ale wśród nawału pracy nie zawsze
mają dość czasu na przekazywanie jej chorym. Podstawową wiedzę
o swej chorobie pacjent powinien uzyskać od lekarza rodzinnego.
Na szczęście przy Szpitalu Wojewódzkim funkcjonuje poradnia
kardiologiczna, która powstała zaledwie kilka miesięcy po otwarciu
oddziału internistyczno - kardiologicznego. Większość jej pacjentów
to ludzie srodze doświadczeni przez choroby serca. Najczęściej
- chorzy po przebytych zawałach. - Ale nie brakuje też pacjentów
świeżo po tzw. bilansie czterdziesto- lub pięćdziesięciolatków,
u których lekarze pierwszego kontaktu wychwytują początki
nadciśnienia tętniczego; obciążonych, na ogół genetycznie, chorobami
układu krążenia
- zauważa Krystyna Myślińska, pracująca w poradni
od początku (od 1 lutego p.o. ordynatora). - Oni już wiedzą,
że nieleczone nadciśnienie prowadzi do choroby niedokrwiennej serca.
Pouczamy ich co do diety, namawiamy do ruchu, przebywania na świeżym
powietrzu; do zmniejszania czynników ryzyka po prostu. Dużo pacjentów
bierze sobie do serca te nasze rady. Redukują wagę ciała, rzucają
palenie. Choć definitywne rozstanie z papierosami następuje zazwyczaj
dopiero po pierwszym zawale...
- W naszym zespole nikt nie
pali!
- obwieszcza z dumą ordynator. Zdaniem lekarzy, dwie bardzo
często spotykane sercowe przypadłości, czyli zawał i choroba
wieńcowa, można śmiało zaliczyć do kategorii chorób "zawinionych".
W przypadku Polaków odpowiadaj ą za nie trzy czynniki: palenie,
nadciśnienie i zbyt wysoki poziom cholesterolu. - Jeśli
te wszystkie czynniki występują razem, zawał mamy jak w banku!
Tzw. blaszka miażdżycowa tworzy się, pęka i bardzo szybko zamyka
naczynie. Mieliśmy tu już dwudziestokilkulatków po rozległych
zawałach, a wśród nich nawet kobietę w ciąży.
Kiedyś na serce
częściej chorowali mężczyźni. Teraz pod tym względem panuje równowaga
płci. - Jednakże u kobiet przebieg tych chorób jest cięższy.
One są mocniej obarczone stresem i różnorakimi powikłaniami
.
Około trzystu spośród tysiąca pacjentów rocznie przebywa
na kardiologii z powodu zawału. Ostre przypadki przejmuje prowadzony
przez doktor Elżbietę Zinkę Oddział Kardiologii
- dziesięć lat temu wyłoniony z Internistyczno- Kardiologicznego.
- Wspólnie udaje nam się wiele rzeczy tworzyć od początku.
Zdrowa rywalizacja dwóch oddziałów doprowadziła do bardzo wysokiego
poziomu ogólnego koszalińskiej kardiologii.
Dopóki wolne parapety...
Kardiologia, jak niemal żadna inna dziedzina medycyny, bezlitośnie
obnaży wszelkie braki w wykształceniu lekarza. Marek Koppicz głosi
dewizę wdzięczności swym nauczycielom przy równoczesnym szacunku dla
wiedzy, zapału i spontaniczności młodszych kolegów, z których to
cech z przyjemności ą korzysta. A także dla świeżej a znacznej
wiedzy teoretycznej studentów. - Nie chcąc zniszczyć młodego
człowieka, trzeba mu na początku zawodowej drogi dawać takie zadania,
które mu się będą podobały.
Młodych ludzi, którzy garną się do
kardiologii, nazywa "sprinterami". "Długodystansowcy" wybieraj inne
dziedziny, np. internę, z której co prawda kardiologia wyszła, ale
jest od niej bardziej spektakularna. - Tutaj nie da się udawać,
że coś się wie! Tu codziennie na nowo zdajemy równolegle egzamin
z medycznej wiedzy i umiejętności jej stosowania w praktyce.
Stąd konieczność kompleksowego leczenia; działań zespołowych,
i to nie tylko internistów z kardiologami w duecie. Tu jest
stale niezbędna doświadczona pielęgniarka, farmakoterapeuta,
specjalista do spraw rehabilitacji
- wylicza doktor Koppicz.
Magister rehabilitacji jest stałym doradcą kardiologów, codziennym
gościem oddziału. Prawie tak samo często konsultują się oni
ze specjalistą psychiatrii. - No i jeszcze psycholog do kompletu.
Nie ma co ukrywać, że coraz więcej chorób układu krążenia wywołuje
u pacjentów stany nawet głębokiej depresji...
Na Oddział
Internistyczno- -Kardiologiczny trafiają pacjenci chorzy na nerki,
na cukrzycę. - "Łapiemy" w miesiąc setkę, choć limit przewiduje
60 chorych
- wyznaje doktor Koppicz. Nie wyobraża sobie odmowy
zgody na przyjęcie na oddział pacjenta kwalifikującego się do ostrej
terapii. Tych najbardziej przestraszonych wysyła do szpitalnego
kiosku po... różowe okulary. - Dopóki mamy wolne parapety, nie
jest Źle!
Ważniejsze od ustalonych odgórnie limitów są dobre
kontakty. Np. z Instytutem Kardiologii w Aninie, dokąd koszalińscy
pacjenci kierowani są na transplantacje. Albo z ośrodkami akademickimi
czy z Oddziałem Kardiochirurgii w Szczecinie. Współpraca z tamtejszymi
fachowcami wygląda tak, że dwa razy w tygodniu przyjeżdżają
do Koszalina, kwalifikują pacjentów do operacji, a następnie
wysyłają faksem zawiadomienia o wolnych miejscach. - Nasi
pacjenci jadą tam już dobrze zdiagnozowani. Ostatnio mieliśmy
np. chorego z wadą serca. Przybył tu w poniedziałek, tego samego dnia
zadzwoniłem do profesora w Szczecinie, a w czwartek pacjent już był
po operacji. "Proszę wybaczyć taką nietradycyjną formę podziękowań
- napisał kiedyś pacjent - nabywca tzw. cegiełki w kilka dni
po opuszczeniu oddziału, gdzie trafił z ciężkim zawałem. -
W dniu wypisu byłem tak silnie wzruszony, że bez płaczu nie byłbym
w stanie złożyć i wyrazić mojej wdzięczności".
W Oddziale Internistyczno-Kardiologicznym od czasu jego powstania wprowadzono i zastosowano wiele nowoczesnych i pionierskich metod terapii. Oprócz kardiowersji i elektrycznej defibrylacji, były to m. in.: czasowa stymulacja endokawitarna, leczenie fibrynolityczne zawału serca, pierwsze wszczepienie stałego stymulatora serca, kontrapulsacja wewnątrzaortalna. Oddział może się też pochwalić sprzętem najnowszej generacji, wśród którego są m. in.: centrala zbiorcza połączona z 12 monitorami EKG, pompa do kontrapulsacji wewnątrzaortalnej, dwa stymulatory do czasowej stymulacji endokawitarnej, Holter EKG (9 rejestratorów), aparat do ABP, ergometr rowerowy z zestawem do prób wysiłkowych, trzy ergometry rowerowe połączone z monitorami EKG do treningów interwałowych, echokardiograf z Dopplerem, system Holtera EKG (analizator długotrwały zapisów EKG), system do badań wysiłkowych i sześciokanałowy aparat EKG. Oddział Internistyczno-Kardiologiczny Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie A. D. 2004 to placówka o najwyższym poziomie merytorycznym, zapewniająca chorym miłą i życzliwą atmosferę, jakże istotną przy wspomaganiu powrotu do zdrowia. Świadczą o tym chociażby liczne listy i świąteczne kartki od wdzięcznych ozdrowieńców. Od 1994 roku, jako szósty w Polsce, przy oddziale funkcjonuje ośrodek systemu TeleKardioMed., czyli system telefonicznego monitorowania zapisu EKG przez całą dobę, pozwalający istotnie przyspieszyć interwencję lekarską, głównie u chorych z zaburzeniami rytmu serca. W ramach oddziału funkcjonuje także pododdział intensywnej opieki kardiologicznej, pracownia nieinwazyjnych badań układu krążenia, pracownia rehabilitacji kardiologicznej i układu krążenia.
